Rzym – wieczne miasto, kolebka cywilizacji i kultury europejskiej, jedna z piękniejszych i bardziej podziwianych stolic europejskich, stolica Włoch. Chyba nikogo nie zdziwi, że od wielu lat przybycie właśnie do tego miasta było moim marzeniem. Na szczęście marzenia się spełniają a wszystkie dogi prowadzą do Rzymu. W dodatku mogłam być tam w sierpniu i to na całe 17 dni…
Sierpień w Rzymie jest najcieplejszym miesiącem roku. Średnią temperaturą jest tu 40 stopni Celsjusza! Drugą charakterystyczną cechą tego miesiąca w wiecznym mieście jest duża ilość turystów. Wtedy Rzymianie wyjeżdżają na wakacje i wiele sklepów, restauracji jest po prostu zamkniętych. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ pierwsza rzeczą, która nas uderzyła zaraz po wyjściu z samolotu to upał. Nasza aklimatyzacja trwała kilka dni, a i tak było nam gorąco. Z czasem po prostu przestało nam to przeszkadzać i było mniej dokuczliwe niż na początku. Kolejną rzeczą rzucającą się w oczy są Polacy! Można ich spotkać dosłownie wszędzie! A co ciekawsze, doprawdy nie wiem jak obcokrajowcy to robią, ale potrafią oni niemalże z daleka rozpoznać Polaka. Jednak, jeżeli ktoś wybiera się do Rzymu warto oprócz znajomości język angielskiego posiadać, chociaż podstawowy zasób słownictwa włoskiego. Naprawdę się przydaję, a włoski nie jest taki trudny :) Co ciekaw łazienka po włosku to bagno (czytaj banjo).
Dużym atutem turystycznym Rzymu jest... dostępność zimnej wody. Na terenie miasta znajduje się mnóstwo wodotrysków, źródeł, z których można czerpać zimną i świeżą wodę. Wystarczy nosić ze sobą półlitrowa butelkę i ma się cały czas przy sobie chłodzący napój.
Jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście to najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej, jeżeli chodzi o zabytkowe centrum, są piesze spacery. Warto, więc mieć przy sobie mapę. Podczas takich wycieczek można poznać urok tego miasta. Małe, kolorowe, malownicze uliczki z przepiękna architekturą, skutery, roślinność. Można odkryć na każdym kroku coś zachwycającego. W Rzymie, co krok można się natknąć na jakiś zabytek. Oprócz licznych pamiątek starożytności możemy odkryć całe mnóstwo renesansowej harmonii i barokowego przepychu. Na dalsze podróże najodpowiedniejsze jest metro. Rzym posiada dwie linie metra ( trzecia jest w budowie). Linia B, z ciasnymi, czarno-żółtymi peronami, jest starsza i nieklimatyzowana. Jeżdżąc tą nitka metra zaczęłam doceniać warszawskie metro. Natomiast linia A jest nowa i klimatyzowana, a jej perony są jaśniejsze i przestronniejsze. Jeżeli kupimy bilety (1 euro, miesięczne – 30 euro, tygodniowe – 16 euro) to są one ważne i na metro i na autobusy. Jeżeli chodzi o te drugie to, co mnie zadziwiło to, że na przystankach nie ma rozkładu jazdy tylko tablica z numerami autobusów z ich trasami.
Przy dłuższym pobycie w Rzymie, dla ochłody w czasie siesty, warto się wybrać do Ostii. Z Rzymu jeżdżą tam pociągi w ramach komunikacji miejskiej. Jazda nie trwa zbyt długo, a wybór plaż jest bardzo duży. Do niektórych dojechać trzeba potem jeszcze kawałek autobusem. Plaże są płatne, ale można też znaleźć darmowe, publiczne. Za kilka euro można wypożyczyć leżak lub parasol. Piasek jest ciemniejszy niż ten, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, a woda przeraźliwie słona. Jednak warto się tam wybrać. Tłumów nie ma, muszelki są przepiękne, a zamoczenie stóp w Morzu Śródziemnym bezcenne!
Co robiliśmy? To, co wszyscy turyści. Oczywiście zwiedzaliśmy :) Byliśmy na Watykanie oraz w zabytkowym centrum - widzieliśmy wszystkie najważniejsze i najpiękniejsze rzymskie bazyliki, kościoły, place i fontanny. To, o czym możemy przeczytać w każdym przewodniku. Mieliśmy ta przewagę nad przeciętnym turystą, że byliśmy tam bardzo długo. Był, więc czas na poznanie tego miasta również z innej strony. Z racji upału, który w południe powodował zamarcie miasta na kilka godzin był czas na chłodzenie się w ogrodach Villa Borghese lub popijając granite w jakimś zacienionym przez budynki miejscu, zasmakowanie włoskich specjałów w Tavola calda czy jakiej miejscowej restauracji lub po prostu wypiciu wyśmienitej kawy. Rzeczą, o której chciałabym wspomnieć oddzielnie są lody. We Włoszech są one inne niż w Polsce i smakują rewelacyjnie. Prosi się albo o takie w wafelku, albo w plastikowym pudełeczku, małe, duże i średnie ( od 1,5 do 4 euro). Jak już o tym zadecydujemy o rodzaju pora przejść do smaków. Ich wybór jest naprawdę duży. W najpopularniejszej lodziarni Giollotti jest ich podobno, ponad 100, ale przyznaje się nie liczyłam :)
Watykan
Zaczęliśmy oczywiście od Watykanu i wracaliśmy tam kilkakrotnie. Barokowy Plac Świętego Piotra – dzieło Gianlorenzo Berniniego robi rzeczywiście olbrzymie wrażenie. To nie to samo, co w telewizji :) Jego piękno i monumentalność odchodzą jednak w zapomnienie, gdy skierujemy się do samej bazyliki Świętego Piotra. Wzniesiona ona została ok. 324 za sprawą Konstantyna Wielkiego. Bazylika wczesnochrześcijańska została jednak zupełnie przebudowana w renesansie. Z tego to okresu pochodzi zaprojektowana przez Michała Anioła kopuła bazyliki. Fasada jest późniejsza, barokowa, a jej twórca był Carlo Maderna. Zanim jednak tam wejdziemy musimy postać trochę w kolejce, a potem przejść przez bramki i odprawę prawie jak na lotnisku. Jednak naprawdę warto! Monumentalność, piękno, harmonia, gra świateł i cieni wręcz zniewalają. Świątynia wypełniona jest od góry do dołu dziełami sztuki. Na dłużej jednak trzeba się zatrzymać przy Piecie Michała Anioła i baldachimie na grobem Świętego Piotra. Nawet nie będę się starała tego opisać. To trzeba przeżyć i zobaczyć samemu!
Po wyjściu na zewnątrz warto udać się do Grót Watykańskich na chwilę modlitwy przy grobie Świętego Piotra jak i jego następcy Jana Pawła II. Uważam, że jest jeszcze jedna rzecz, której nie można przegapić – kopuła bazyliki. Co prawda jest winda, ale wjechać nią można tylko na pewną wysokość. Ja wybrałam wersję tańszą i bez kolejki ( 5 euro), czyli wędrówkę po schodach. Po kilku minutach biegu znalazłam się w miejscu, dokąd dojeżdża winda. Dalej wędrowało się wolniej, bo w ogonku, a i trasa wyglądała inaczej. Kopuła bazyliki Świętego Piotra zbudowana jest z dwóch powłok. Pomiędzy nimi utworzono korytarz pnący się w górę, trochę ciasny i pochyły, ale nie było tak źle. Atrakcją po drodze jest przejście się przez balkon we wnętrzu bazyliki u samej podstawy kopuły. Widok jest niezapomniany! Dopiero stad można dostrzec, że te małe litery oglądane z dołu mają 2 metry wysokości. Kiedy dotrzemy już do celu i mimo tłoku uda nam się ujrzeć panoramę miasta widok jest zachwycający! Miasto z tej perspektywy zachwyca jeszcze bardziej. Można stamtąd zajrzeć do przepięknych Ogrodów Watykańskich. Czułam się jakbym stała na dachu świata. Byłam szczęśliwa. Trzeba tam być koniecznie i przekonać się o tym na własnej skórze!
Dla miłośników sztuki nie lada gratką są Muzea Watykańskie. Ja do takich się zaliczam, dlatego pól dnia spędzone w tym miejscu okazało się zdecydowanie za krótkie. Podobno potrzeba tygodnia, aby zobaczyć wszystko. Zwiedzanie było czymś w rodzaju spaceru. Nie było czasu, aby się zatrzymać. A szkoda, bo idąc przez muzeum widziałam Apolla Belwederskiego, a po drugiej stronie Grupa Loaokona. Rozdwoić się jednak nie mogłam.. Chciałabym wspomnieć o dwóch miejscach, które zrobiła na mnie największe wrażenie. Są to oczywiście Stanze malowane przez Rafaela i Kaplica Sykstyńska. Kiedy w jednej sali zobaczyłam jedne z bardziej znanych dzieł Rafaela, a mianowicie Szkołę Ateńska i Dysputę o Najświętszym Sakramencie myślałam, że nic piękniejszego w życiu nie zobaczę. Myliłam się, bo chwile później znalazłam się w Kaplicy ozdobionej freskami Michała Anioła i wielu innych znanych artystów. Mimo hałasu i tłoku byłam zachwycona tym miejscem. Jego przepych, monumentalność, piękno pozwoliły mi na odcięcie się od niedogodności i kilkunastominutową kontemplację dzieła. Będąc w Watykanie warto odwiedzić na koniec sklepy z dewocjonaliami. Do najlepszych należą Comandini i Soprani. Można się tam zaopatrzyć w piękne wachlarze, które są niezwykle pomocne latem, zwłaszcza w metrze.
Zabytki Rzymu
W samym Rzymie jest pewnie więcej kościołów niż dni w roku. Wiele z nich zalicza się do zabytków światowej klasy. Do najważniejszych z nich należą:
Są to bazyliki większe, inaczej stacyjne roku jubileuszowego. Są one wczesnochrześcijańskimi bazylikami (niestety zostały później przebudowane), które ludzi do dziś odwiedzają pielgrzymując do Rzymu, aby modlić się przy relikwiach. Godne polecenia są jeszcze:

Rzym to nie tylko kościoły, to również piękne place i fontanny. Najlepiej odwiedzać je po zmroku. Robią wtedy piorunujące wrażenie., zwłaszcza Plac Hiszpański i fontanna di Trevi. Ja wręcz zakochałam się w Rzymie nocą. Nie można również zapomnieć o Piazza Navona, Piazza del Poppolo i Piazaa Barberini – przepiękne place z fontannami. Ja chciałabym jednak wspomnieć o katakumbach. Położone są one na obrzeżu miasta przy Via Appia Antica w otoczeniu cedrów, drzew oliwnych i pięknych kwiatów. Są tam tak, jak i w całym Rzymie, palmy. Widać ja na każdym kroku! Zachwycanie się nimi przeszło mi dopiero po tygodniu :) Wracając do tematu byłam w Katakumbach Św. Kaliksta i Katakumbach Św. Domitylli. W tych drugich znajduje się coś niezwykłego - podziemny, surowy, nieprzebudowany wczesnochrześcijański kościół Św. Nereusza i Achillesa ( dodano tylko okna do podniesionego zadaszenia). To po prostu trzeba zobaczyć!
Będąc w Rzymie nie da się nie zobaczyć Kolosuem czy Forum Romanum, które można ogladac z licznych tarasow widokowych. Godne zwrócenia uwagi są tam Łuki Triumfalne – Konstantyna, Tutusa i Septemiusza Sewera. Na mnie jednak większe wrażenie robi położony niedaleko Kapitol. Idąc tam mijamy coś na kształt olbrzymiego tortu weseslnego czy maszyny do pisania – to Mauzoleum Wiktora Emanuela II z którego rozciąga się piękny widok na miasto. Aby dostać się na Kapitol trzeba pokonacć piekne schody prowadzace ja jeden z najładniejszych placów Rzymu projektu Michała Anioła. Oprócz pieknej architektury znajduje się tam posag konny Marka Aureliusza.
Kolumnę Trajana rozpozna wiele osób. Rzym znany jest również z innych kolumn i obelsków. Te ostatnie sa często wykorzystane w fontannach i ustawione w centaralnych miejscach placów. Zwiedzając Rzym warto mieć przewodnik i zaplanowaną trasę. Czasem jednak dobrze jest odkrywać to miasto przypadkowo. Na każdym kroku możemy zostać urzeczeni pieknem tego miasta. Wędrując kiedyś w pobliżu Zamku Świętego Anioła w poszukiwaniu pamiątek (warto się zastanowić dobrze co i gdzie kupujemy, bo możemy przepłacić) zachwyciłam się nie tylko Mostem Swietego Anioła i kolorem Tybru, ale również Mostem Wiktora Emanuela z pięknymi grupami rzeźbiarskimi.
Mam nadzieję, ze uda mi się wrócić kiedyś do Rzymu, do Włoch. Ludzie są bardzo mili, otwarci. Mają ciekawą kulturę, piekny język i pyszną kuchnię. Polecam!
Fot. Ewelina Kotarska
Google Mapa
Czytaj także:
Włochy, Liguria: Sestri Levante
Włochy, Mediolan, Stadion Piłkarski San Siro
FOTOGRAFIA: