Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 
Bośnia i Hercegowina, SARAJEWO
sobota, 23 maja 2009 18:49
Michał Byliniak   

 

Bośnia i Hercegowina, SARAJEWO

Sarajewo było kolejnym przystankiem bałkańskiej wyprawy wakacyjnej. Wjazd do Bośni i Hercegowiny po „kurorcie” jakim jest Chorwacja i malutkiej, ale „europejskiej” Czarnogórze był dla wszystkich twardym lądowaniem. Na granicy Chorwacko – Bośniackiej powitały nas baraki, jakie na co dzień widywałem na budowach.

Pogranicznik wzorem meksykańskiego gaucho siedział na krześle pod ścianą jednego z nich z naciągniętą na oczy czapką i wyćwiczonym ruchem nadgarstka pokazywał kolejnym kierowcom, aby przekraczali granicę.

Droga do miasta również nie pozwoliła nam się nudzić. W połowie drogi między przejściem granicznym a stolicą zauważyliśmy zbliżające się z przeciwka niebieskie policyjne światła. Po chwili można już było dostrzec konwój kilku pojazdów pancernych wypełnionych po brzegi żołnierzami sił pokojowych EUFOR. Ku naszemu zdziwieniu bośniaccy kierowcy niemal uciekali z jezdni na trawiaste pobocza, czy po prostu na łąkę. Jak się później okazało miejscowi nauczeni doświadczeniem woleli znaleźć się możliwie najdalej od saperów przewożących ładunek min wykopanych na okolicznych polach i broni znalezionej w lasach. Ta „przygoda” była kolejnym przykładem towarzyszących nam przez całą wyprawą ponurych pamiątek po niedawno zakończonej wojnie.

Kraj zaskoczył nas swoją różnorodnością. Bośnia jest miejscem w którym widoczne jest wyjątkowo zestawienie dwóch kultur: chrześcijańskiej (wyznania prawosławne i rzymskokatolickie) i muzułmańskiej, których wyznawcy stanowią po około 40% ludności kraju. W kontekście wojny z lat 90 ubiegłego wieku można mówić nawet o zderzeniu i walce dwóch zupełnie różnych światów.

Kiedy dojechaliśmy do celu, miasto powitało nas piękną pogodą, jednak w późniejszych rozmowach każdy z nas uznał, że odczuwał pewien niepokój związany z tym, co widział. Oglądane zdjęcia do dziś wywołują we mnie mieszane uczucia. Żeby ustalić plan działania zatrzymaliśmy się na najbliższej stacji benzynowej w mieście. Kiedy wysiedliśmy z samochodu zobaczyliśmy miasto które w kilkanaście lat po wojnie nadal nosiło wojenne „rany”. Opuszczony hotel straszył dziurami po pociskach artyleryjskich, pomimo wyremontowania wielu budynków i nowych ulic większość miasta wyglądała jakby dopiero zakończono działania wojenne. Parlament, który do dziś nie przeszedł remontu fasady również nosił ślady walki. Przejechaliśmy przez miasto osławioną Aleją Snajperów, reprezentacyjną ulicą straszącą dziś „wiankami” dziur po pociskach wokół okien na wyższych kondygnacjach bloków. W czasie działań wojennych z rąk snajperów czających się na najwyższych piętrach zginęło tam niemal 300 osób, w tym prawie setka dzieci, do dziś nie zamalowano kilku napisów „Pazi – Snajper!” ostrzegających mieszkańców przed zagrożeniem.

Zamurowane prowizorycznie ślady wojny czy opuszczone budynki kontrastowały mocno z wyremontowanym, turystycznym centrum 300- tysięcznego miasta przypominającym nieco Kazimierz Dolny nad Wisłą, pięknymi meczetami, nowymi muzeami. W ścisłym centrum o wojnie przypominał jedynie zabytkowy ratusz miejski, w którym mieściła się spalona w czasie ostatniej wojny biblioteka narodowa. Sercem Sarajewa a zarazem symbolem mówiącym o jego wielokulturowości jest targ miejski – Bascarsija. Działa on od wielu wieków bez przerwy, można na nim spotkać przedstawicieli każdej nacji zamieszkującej Bałkany, kupić dosłownie wszystko, od owoców i warzyw przez dywany, wojenne pamiątki, zwierzęta, mięso, buty po przyprawy i oczywiście stracić portfel czy aparat. Spacer, a właściwie zwiedzanie targu jest niesamowitą podróżą po europejsko – arabskim świecie, będącym misterną układanką architekta o wyjątkowym poczuciu humoru.

Sarajewo to miasto, które potrafi ująć każdego swoim specyficznym spokojem, ciszą która przebija się spod gwaru ruchu ulicznego. To miasto – pomnik i przestroga – wizytówka Bośni, doskonale pokazująca ciężko ranny, podnoszący się i idący naprzód kraj, opisujące bez słów jego mieszkańców i historię. Miasto położone wśród wzgórz sprawia wrażenie jakby spotykały się w nim wszystkie okoliczne „kulturowe rzeki” tworząc jedyną w swoim rodzaju mieszankę.

Parmalent...                                                          Hotel...

mapa_sarajevo

Mapa Google

Komentarze (4)
Sarajevo
4 wtorek, 26 maja 2009 00:57
Świetnie oddający klimat Bałkanów:) więc tym bardziej czekam na ciąg dalszy:)
Sarajevo
3 sobota, 23 maja 2009 21:01
No cóż, Bałkany mają swoją specyfikę... ja ją uwielbiam. Będą następne teksty - Belgrad, Czarnogóra... jak naobiecuję to już na pewno napiszę.

A muzyczne skojarzenie: "Mesecina" oczywiście Gorana Bregovica
When do the saints go marching in?
2 sobota, 23 maja 2009 20:19
po prostu czytam i słyszę w głowie "War" Bregovica...i mam ochotę objąć to miasto ramieniem. :) Artykuł- majstersztyk!

I would like to state my vision,
Life was so unfair.
We live in our secure surroundings,
And people die out there.
Bosnia, was so unkind,
Sarejevo, change my mind.
And we all call out in despair.
All the love we need isn't there.
And we all sing songs in our rooms,
Sarejevo erects another tomb.
Sarejevo! Sarejevo! Sarejevo! Sarejevo!
Bosnia, was so unkind.
Sarejevo! Sarejevo! Sarejevo!
Bosnia, was so unkind.
Sure, things would change
If we really wanted them to.
No fear for children anymore,
There are babies in their beds.
Terror in their heads,
Love for the love of life!
When do the saints go marching in?
/the cranberries/
To jest dopiero egzotyka...
1 sobota, 23 maja 2009 19:08
...nie żadne Bahamy, Grecja, Floryda...!

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: