Ocena użytkowników: / 11
SłabyŚwietny 
Chorwacja, od Zagrzebia po Dubrovnik
czwartek, 27 sierpnia 2009 18:15
Michał Siedlecki   

chorwacja12

 

Chorwacja, od Zagrzebia po Dubrovnik

Chorwacja na Bułgara! To powiedzenie stało się mottem naszej wyprawy a znaczy ono tyle co "Chorwacja na dziko i najtaniej jak się da". Zatem, środek transportu - autostop, Mieszkanie - namiot, krzaki, plaża, wyżywienie - zakupy w sieci supermarketów Konzum. Wyjechaliśmy w szóstkę (jedna z osób towarzyszyła nam tylko do Mariboru w Słowenii).W sumie przejechaliśmy nieco ponad 3000km. mniej więcej trzydziestoma pięcioma środkami transportu...

 

 


chorwacja2Naszym pierwszym Chorwackim miastem był Zagrzeb. Wizyta w prawie milionowej stolicy, której początki sięgają  X w. rozpoczęła się na Tomislavov trg. To poświęcony pierwszemu królowi Chorwatów, który zjednoczył państwo i bronił je przed najazdami Węgrów, plac-park. Ten rozległy pas zieleni biegnie od Glavni Kolodvor (Dworzec Gł.) do ul. Amurszeva. Idąc malowniczą ulicą Praszką dojdziemy do kolejnego placu: trg bana Jelaczica, a stamtąd schodami na plac katedralny. Świątynia była rozbudowywana od X wieku aż do trzęsienia ziemi w końcu XIX w. . Dzisiejsze mury mają nie więcej niż 130 lat, mimo to sprawiają wrażenie dojrzałego gotyku ze złotobiałego wapienia, niezwykle popularnego szczególnie na wybrzeżu.

 

Dwa dni później (tj. z przystankiem na noc w mało przyjemnym Karlovac) dojechaliśmy, różnymi środkami transportu, do Senj, gdzie zobaczyliśmy czym jest Chorwacki kurort.

chorwacja3Senj (czyta się seń) jest miastem jakich wiele na całym wybrzeżu. Jakby je przekroić w poprzek to by było tak: głęboka woda, płytka woda, pięć metrów kamienistej plaży, pięć metrów betonowego chodnika, kawiarnia, skok 2 metry w górę, kamienny murek, chodnik, ulica pnąca się w górę, znowu skok w górę - czyjś ogródek, i tak w górę i w górę.

Główna ulica wzdłuż brzegu ma dwa chodniki po dwu stronach. Jeden w dzień śmierdzi rybami - drugi po południu i w nocy tętni gwarem kawiarni i restauracji. Panorama jest bardzo malownicza: ściany domów z jasnoszarego i kremowego wapienia czerwone dachówki, wszędzie okiennice, wszystko rozlewa się po wzgórzach między srebrzystym, od słońca, błękitem morza Adriatyckiego, a głębokim błękitem bezchmurnego nieba.

Jedną noc spaliśmy u Chorwatów w ogródku, dwie następne zaś u rodziny Serbów, która wynajmowała dom - ruinę z dużym trawnikiem.

chorwacja6Kolejnym punktem na naszym szlaku był Szybenik, z Tomkiem złapaliśmy stopa z panem Josipem, majstrem budowlanym, z zamiłowania fotografem, który zatrzymał się na moście Maslenica bridge. Wspaniała 300 metrowa konstrukcja kontrastująca swoim czerwonym kolorem ze skałami i wodą. Na moście odbywały się skoki na bungee.

Piękno Szybenika jest chyba gdzieś pomiędzy jego wąskimi uliczkami, pomiędzy wysoką starą zabudową, zachwycającym placem przed katedrą świętego Jakuba i panoramą z portu na całe miasto pnące się na zboczu. Ten widok miał być pierwszym jaki zobaczymy po przebudzeniu drugiego dnia pobytu w Szybeniku.

Dotarliśmy do miasta około godziny 17 i podobnie jak w Senj,  zaczęliśmy się pytać ludzi czy możemy u nich rozbić namiot na jedną noc. Zaszliśmy do domu ze sporym i nieco zapuszczonym ogrodem zapytaliśmy i gdy właściciel tłumaczył, że nie może tego zrobić, bo mogliby go posądzić o nie zarejestrowane pole namiotowe, do rozmowy włączył się, nazwany przez nas 'don Lorenzo', starszy pan i zaczął mówić, że ma dla nas świetne 'lokum'. Nim się obejrzeliśmy wskoczył na skuter i co chwila zatrzymując się, machając nam i krzycząc 'avanti! avanti!', zawiódł nas do starego domu na skraju portu. Było to miejsce schadzek okolicznych dzieci, które od razu pokazały nam swoją kryjówkę w grocie skalnej mówiąc, że jeśli chcemy, to możemy też tam przenocować. Gdy już szliśmy w jej kierunku z bagażami, nagle w oknie pobliskiego domu ukazał się kontur postaci - wtedy trochę spękaliśmy, myśląc że to dozorca, który zawiadomi policję, że jacyś włóczędzy chcą biwakować poza polem namiotowym. Ponadto były obawy, że dzieciaki przyprowadzą starszych kolegów, żeby nas skroić. Postanowiliśmy spędzić tę noc na schodach domu, do którego zaprowadził nas don Lorenzo.

chorwacja7Następnego dnia spotkaliśmy się w Kasztel Stary. Między największym na wybrzeżu Chorwackim Splitem, a niewiele mniejszym Trogirem rozciąga się szlak siedmiu zameczków położonych nad zatoką kasztelańską. Te małe połączone w piętnasto-kilometrowy łańcuch to turystyczne osady, budowane w XV i XVI w. Spędziliśmy tu trzy dni, gwar głównej nadbrzeżnej ulicy kontrastował z opustoszałymi wąskimi uliczkami i zaułkami, gdzie po cichu toczyło się życie rodowitych mieszkańców regionu Kasztela.

Raz wybraliśmy się do Trogiru, gdzie znajduje się niesamowita starówka położona na wyspie. Na placu Jana Pawła II otoczona średniowiecznymi kamienicami (z nałożonymi renesansowymi dekoracjami) oraz loggią rady miejskiej, wznosi się nieco przysadzista romańska katedra św. Laurencjusza. Z drugiej strony dostępu od strony morza broni zamek.

 

chorwacja8Nadszedł czas opuścić bajkową krainę kaszteli - ruszyliśmy na południe zatrzymując się w popularnym Splicie. Tam podobnie jak w Trogirze cała starówka jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Warto wejść na wysoką wieżę katedry św. Dujana (jedna z najstarszych na świecie) tuż obok prostokątnego pałacowego dziedzińca - perystylu cesarskiego z czasów Dioklecjana (~250 AD). Zwiedzając podziemia antycznego pałacu nieco się zawiedliśmy, to w większości puste pomieszczenia.

Pełna splendoru i światowego gwaru jest natomiast główna ulica nadmorska. Z jednej strony sąsiaduje z wielkim portem wyłożona wielkimi i gładkimi w dotyku betonowymi płytami, przedzielona pasem zieleni z palmami, zakończona jest parasolami restauracji znajdujących się w parterach kamienic.

 

Po obejrzeniu Splitu rozdzieliliśmy się: trójka z nas postanowiła odpocząć kosztując morskich kąpieli w mieścinie Dugi Rat niedaleko Splitu, zaś ja z Maćkiem wyruszyliśmy zdobyć Dubrovnik.

chorwacja9Perłę Adriatyku zobaczyliśmy następnego dnia wieczorem, zatem poprosiliśmy naszego kierowcę, żeby wysadził nas za miastem. Weszliśmy na górę - dziś punkt widokowy, osiemnaście lat temu miejsce ostrzału podczas wojny Jugosłowiańskiej. Rozbiliśmy namiot nieco poniżej szczytu za bunkrami pomiędzy trawami i ostami tak kłującymi i szpiczastymi, że przebijały plastikową podłogę. Następnego dnia o świcie ruszyliśmy w dół. Całe miasto wznosi się na bardzo stromym zboczu. Tutaj góry są bardzo blisko brzegu.

 

Dubrovnik faktycznie jest najpiękniejszym z miast jakie widzieliśmy w Chorwacji, jest także najbardziej zatłoczony i najdroższy (kawa na starówce 16 HRK = ~9 zł,  w Kasztelu kawa - 8 HRK i podają wodę do popicia).

Ulice olśniewają swoją bielą, wapień z wyspy Bracz na elewacjach budynków, wyślizgana powierzchnia ulic i placów, która tym bardziej odbija blask słońca.

chorwacja10Dubrovnik został w ponad 65% obudowany po zniszczeniach wojennych (za które Chorwaci mają ogromny żal do Serbów). Koniecznie trzeba przejść się po murach miejskich (2km), tylko rano albo po południu - inaczej skwar jest nie do zniesienia. Widać stamtąd czerwień dachów spośród, których wyłaniają się strzeliste wieżyczki kościołów. Gdy się wychyli i wyjrzy od strony morza, rozpościera się zapierający dech w piersiach widok kilkudziesięciu-metrowej skarpy wchodzącej w lazurową wodę.

Ciekawostką jest twierdza fort Lovrijenac, która sąsiaduje ze starówką. Legenda głosi, że w czasach rywalizacji portu Dubrovnik z Wenecją, Włosi chcieli zbudować na skale obok miasta swoją twierdzę kontrolującą poczynania Chorwatów, kiedy jednak przypłynęli z materiałami okazało się, że Dubrowniczanie, dowiedziawszy się o tym planie, w rekordowym tempie trzech miesięcy postawili na tym miejscu własną warownię.

chorwacja16Około godziny 17 rozpoczęliśmy powrót do domu. Na wąskim poboczu w ogóle nie było miejsca, żeby łapać jakikolwiek samochód, ponadto tego dnia nie udało nam się nawet przekroczyć granicy bośniackiej. Przenocowaliśmy w sadzie oliwnym i dalej kontynuowaliśmy wyprawę. Około 10 byliśmy przy granicy, tu zdawało by się, że łatwo pójdzie - bo dużo samochodów, jedna droga, sporo miejsca, żeby się zatrzymać, ale nikt nas nie brał. Postanowiliśmy przekroczyć granicę. Przeszliśmy jakieś 3 km, po to… żeby stwierdzić, iż wracamy, bo droga zupełnie się nie nadawała do stopowania! O 11.30 byliśmy z powrotem na przejściu granicznym. Czekaliśmy trzy i pół godziny w najgorszym skwarze dnia. Zorientowaliśmy się, że zostało nam mniej niż pół butelki wody. Przeżyliśmy chwilę zwątpienia w sens naszej wyprawy, ale na szczęście ktoś podrzucił nas klimatyzowanym BMW x5 do Neum, pobliskiego Bośniackiego miasta. Tam kolejne cztery godziny czekania na kolesia, który widział nas siedem godzin wcześniej na przejściu, jak jechał do Dubrovnika i nie mógł uwierzyć, że przebyliśmy tylko dziesięć kilometrów w tym czasie…

chorwacja15Wieczorem byliśmy pod Makarską, 100km od Splitu, bo podwiózł nas jeszcze taki wesoły, ciemnoskóry Holender - zgodnie z bałkańską szkołą jazdy trąbił pozdrawiając znajomych i dziewczyny w samochodach, puszczał długie światła i posuwał po krętej, nadbrzeżnej drodze około 110 km/h odwracając się i mówiąc z uśmiechem: 'I'm Schumacher'.

Noc znowu minęła nam w sadzie oliwnym. Następny dzień był przeciwieństwem poprzedniego… Stanęliśmy przy drodze i trzeci samochód, który zobaczyliśmy tego dnia wziął nas do Splitu, tam chwila jazdy autobusem, szybkie zakupy i błyskawicznie zostaliśmy podrzuceni na bramkę na autostradę. Sieć dróg w Chorwacji jest bardzo dobra, dlatego autostrada jest wielką pomocą, jeśli chodzi o pokonywanie dużych odległości autostopem. Stanęliśmy z kartką z wypisanymi Zagrzeb, Bratysława, Warszawa - pisząc Warszawa myśleliśmy 'tja, kto by podwiózł dwóch typków z bagażami 1300 km - marzenie.' Marzyliśmy około godziny, bo zatrzymał się duży, klimatyzowany Nissan z Polską rejestracją i zaproponował transport pod Sandomierz!

chorwacja14Przy okazji przejechaliśmy przez Budapeszt, ale zdążyliśmy tylko zobaczyć to, co z okien samochodu.

Podsumowując - Chorwacja to bardzo przyjemny kraj i serdeczni ludzie. Kiedy będziecie w którymś z miast, nie zapomnijcie spróbować tamtejszej potrawy burek - ciasto przypominające w strukturze lazanię, z mięsem, serem lub marmoladą. Trzeba też wiedzieć, że ceny są wyższe niż w Polsce (wyjątkiem jest kawa). Jeśli ktoś poza plażowaniem lubi również pochodzić po górach (niewysokich), poszukać ukrytych tam kapliczek, nacieszyć oko śródziemnomorskim krajobrazem, starym, kamiennym budownictwem, a także wysoko cenionymi zabytkami nawet z czasów antycznych - powinien zwiedzić wybrzeże Chorwacji, o to bez dwóch zdań!

 

mapa_chorwacja

Mapa Google

Komentarze (5)
Do TOMKA
5 poniedziałek, 31 sierpnia 2009 09:53
Wow, Tomek:) Widzę, że masz "lekkie pióro":) A może być tak napisał jakiś swój tekst na Greminę? Nie koniecznie o Chorwacji:)
A ja tam byłem, i z nimi jeżdziłem
4 sobota, 29 sierpnia 2009 12:37
Przygoda napewno mile będzie wspominana przeze mnie do końca życia. Co do kąpieli to na większości plaż były prysznice, gdzie używanie wszelkiego rodzaju "syfów" spływających do wody (szampony, żele) było na porządku dziennym(więc nie wzbudzaliśmy specjalnego zainteresowania). Zresztą Michał, chcąc zrobić z siebie prawdziwego hardcore'a zapomniał wspomnieć , że zdarzało się nam mieszkać na kempingach, więc jak komuś zależało spokojnie mógłby użyć suszarki lub prostownicy;p Koszt takiej zabawy był oczywiści większy niż w Polsce, ale to w końcu Chorwacja(płaciliśmy od 50 do 67 kun za osobę, czyli w przeliczeniu jakieś 30-40zł). Sprawozdanie Michała jest mocno architektoniczne(ciekawe czemu?;p) więc ja dodam coś od siebie. Sam nie bardzo przepadam za typowym zwiedzaniem- tutaj kościółek, tutaj kamieniczka-masy ludzi i co w tym kręcącego?, ALE, wspomniane wąskie uliczki i "całokształt" naprawdę przyciągały moją zniechęconą uwagę. Duże wrażenie zrobiło na mnie Senj(mimo lekkich sprzeciwów innych)-było to pierwsze miasto na wybrzeżu, do którego trafiliśmy. Widok był, co najmniej, niecodzienny. Góry wchodzące w morzę, lazurowa, mega czysta woda, i śliczne małe miasteczko. Piękny zameczek na wzgórzu na uboczu miasta i co najważniejsze - mniejsza ilość osób (Split wyglądał jak korytarze w szkole zaraz po dzwonku!). Wspomniane Kasztele, moim skromnym zdaniem, były nie warte naszej uwagi-zaniedbane, często pomazane spreyami i takie jakieś nieszczególne(na szczęście nikt nie kwapił się żeby obejrzeć wszystkie 7;p).
Napiszę o cenach, bo jakby ktoś się wybierał a nie wiedział to jest tak, żę zmieniają się one w zależności od miejsca, w którym jesteśmy. Wydaje mi się, że ceny w takim Tesco, są bardzo podobne na terenie całej Polski(nawet jeśli nie takie same). W Chorwacji natomiast jest zupełnie inaczej. Ceny nie dość, że z góry wyższe, to jeszcze im bardziej na południowy-wschód wzdłóż wybrzeża tym większe(na wyspach jeszcze lepiej). Taka woda, któa w Senj kosztowała 3-4 kuny w Splicie podchdzi już pod 10. Trochę nieciekawie. Polacy, których spotkaliśmy na jednym kempingu, zabrali ze sobą wszystko z domu(mam na myśli o prdukty spożywcze), łącznie z kilkoma 5l butlami wody. Tak na pocieszenie dodam jeszcze, że ceny piwa są porównywalne z polskimi(ok. 5 kun).
I na koniec jeszcze jedno ważne spostrzeżenie- Chorwaci, są bardzo, ale to bardzo życzliwi. Gdy docieraliśmy do jakiegoś miasta i szukaliśmy noclegu(często w czyimś ogródku), wystarczyło spytać w 2-3 miejscach i coś się znalazło. Ani razu nie spotakłem się jakąkolwiek nieuprzejmością. Nawet, gdy nam odmawiano robiono to w sposób grzeczny, często wyrażając żal, z powodu braku możliwości pomocy. Wspomniany już przez Michała don Lorenzo, gdy zobaczył nas z plecakami, zmęczonych i zmarnowanych, spytał czy nie chcemy napić się wody lub wina, a następnie wskazał nam piękną "lokację" do spędzenia nocy.
Czy takie rzeczy są możliwe w Polsce? Nie wiem, ale w Chorwacji na pewno!
:)))
3 piątek, 28 sierpnia 2009 19:49
Michał, brzmi baaardzo zachęcająco! Ta spontaniczność i dreszczyk niepewności w znajdowaniu noclegów - przygoda po prostu :) Podczas czytania nurtowało mnie jedno pytanie - udawało Wam się czasem umyć? (o podłączenie suszarki i prostownicy nie pytam :P)
Żółwik 2!
2 piątek, 28 sierpnia 2009 10:15
Żółwik, żółwik!:) Tych wrażeń nikt Ci, Michał nie zabierze:) Są twoje i bezcenne! Zazdroszczę:)
przygoda przygoda!!!
1 czwartek, 27 sierpnia 2009 23:13
swojskie klimaty, piękne wojaże...nie ma to jak przygoda;)żółwik Młody!

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: