Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
Finlandia, Helsinki i okolice
piątek, 06 lutego 2009 14:18
Irmina Szadkowska-Filipowicz   

Finlandia, Helsinki i okolice

Zimowy nastrój, chroniczny brak słońca, drewniane domki i renifer w tle, a do tego Olimpiada w 1952., fińskie łaźnie, mnóstwo sprzeczności, surowe i mało finezyjne budownictwo, „Finnish design” oraz przepyszne desery – jednym słowem: Helsinki!

 

Transport

Do Helsinek można dolecieć bezpośrednio samolotem regularnych linii Finnair: szybko (ok. 1,5 godziny) i bez większych przygód… Ale można także zafundować sobie nieco dłuższą wyprawę (o jakieś 12 godzin…) i zasmakować niepowtarzalnych doznań, że tak się wyrażę, estetyczno-adrenalinowych! Polecam zatem wybrać się pociągiem z Warszawy (bądź z innego miasta Polski) do Gdańska (5h), następnie wziąć specjalny autobus na lotnisko (ok.40min), dalej polecieć tanimi liniami Wizzair pod Turku (ok.1,5h), następnie wylądować w środku lasu, w totalnym pustkowiu, gdzie „diabeł mówi dobranoc” i to Fińsku… Dalej poszukać kogoś kto mówi po angielsku (nie do zrobienia w środku nocy, w lesie…!), znaleźć jakiś transport do centrum Turku (Ok., autobus!), przepuścić jeden (bo nie wiadomo dokąd jechał – a kierowca z przerażeniem dawał znaki twarzą, że mówi tylko do Fińsku), wsiąść w drugi (po 20minutach), dojechać do centrum Turku (ok.30min), przesiąść się w kolejny autobus (ok.15min), dojechać do dworca kolejowego, kupić bilet na pociąg do Helsinek (2h), dojechać do stolicy, przesiąść się w tramwaj (15min) i ostatecznie trafić na nocleg do celu:)

Finnish design

Hasło przewodnie wyprawy do Finlandii – „Finnish design”, nie było przypadkowe. W bardzo wielu miejscach natrafiałam bowiem na witryny sklepowe słynnej projektantki Marimekko. Połączenie prostych kształtów, krzykliwych kolorów i elegancji to wizytówka nie tylko zdolnej artystki, ale ogólnie Helsinek. W szarości miasta, Marimekko błyszczy jak perła. Ożywia i dodaje optymizmu każdemu, kto spojrzy na jej dzieła. Począwszy od kuchennych serwetek, filiżanek, przez ubrania, pościele, zasłony, po dekoracje domów – wszystko, by rozjaśnić ponure, niekiedy zupełnie bezsłoneczne dni Finów.

Architektura

Miłośnicy monumentalnej zabudowy będą w miarę zadowoleni odwiedzając to miasto, znajdą w nim bowiem kilka potężnych, dostojnych gmachów. Niektóre z nich zapierały dech w piersiach! Zwłaszcza budynek parlamentu i kościół prawosławny, umiejscowiony na wzgórzu, niedaleko portu. Niestety spora część architektury to bardzo proste (żeby nie powiedzieć brzydkie…), od lat nie odnawiane, kwadratowe „klocki”. Typowe budownictwo dla czasów naszego PRL. Szczerze mówiąc, kolana się nie uginały… Jak na bogaty kraj, było to dla nas sporym zaskoczeniem.

Kuchnia

Ku naszemu zdziwieniu Finowie nie jadają reniferów… Tzn. na pewno nie jest to ich regionalizm, który podaje się gościom pragnącym skosztować typowego fińskiego dania. Ich podniebienia są bardzo zbliżone do naszych, czyli kotlet mielony z ziemniakami, albo pyszny hesburger (sieciowy odpowiednik naszego Berger Kinga) zadowoli każdego.

Więcej różnic możemy znaleźć w deserach! Mają oni bardzo szeroki wybór oryginalnych ciastek. Polecam spróbować Runebergin tortut! Wygląda jak maleńki torcik, tylko bez grama kremu ani śmietany.

Kultura i obyczaje

Finowie to bardzo tajemniczy naród. Są małomówni, skryci i niezmiernie taktowni. Ich twarze znają dwie miny: serdeczny acz lekko nerwowy uśmiech oraz… bezruch:) Nie trudno spotkać milczącego, zamyślonego Fina, znacznie ciężej znaleźć tryskającego temperamentem. Ten drugi to prawdopodobnie jakiś kosmopolita, który zwiedził już pół świata i Finem to właściwie jest tylko z urodzenia.

Finowie starają się przestrzegać zasad i praw. Oni nie przekraczają prędkości na ulicach (A propos! Uważają, że Polacy są piratami drogowymi. I to ich odstrasza od odwiedzania Polski…), nie awanturują się w restauracjach, nie rozmawiają zbyt głośno w kawiarniach, nie mówią źle o innych… Są bardzo kulturalni, jak dla mnie, może nawet za bardzo, bo nieustanne dbanie o etykietę bardzo „usztywnia” atmosferę. Jednocześnie są bardzo skromni, uprzejmi i mili, przy nich łatwo poczuć się „gwiazdą wieczoru”.

Mówiąc o fińskich zwyczajach, trzeba jeszcze wspomnieć także o ciekawym zjawisku, jakim jest zupełne nieprzywiązywanie wagi do mody i wyglądu zewnętrznego. Tamtejsi ludzie nie tylko nie mają nawyku noszenia gustownie dobranych strojów, ale także ich sklepy z odzieżą nie świecą przykładem dobrego stylu:) Co więcej, na elegancką kolację można przyjść w sportowej bluzie i luźnym T-shirt’cie. Jeżeli więc ktoś nie znosi porannych rozterek „co dziś mam na siebie włożyć?!”, w Finlandii szybko się odnajdzie.

Atrakcje

Przyjeżdżając do Helsinek, trzeba koniecznie przespacerować się deptakiem wzdłuż wielkiego i pięknego portu. Podobno latem tętni on życiem, ale i zimą wyglądał zjawiskowo. Mnie urzekła panorama małych wysepek w zatoce! Poza tym, powinno się zwiedzić kilka kościołów i katedr (zwłaszcza „Unspenski Cathedra” i Kościół w Skale) – większość prawosławnych, ale bardzo potężnych i interesujących, a także bardzo oryginalny Stadion Olimpijski (Olimpiada 1952r.). Uwadze także nie powinny umknąć liczne parki, ogrody botaniczne ani Zoo (niestety zimą nie miałam okazji podziwiać ich uroków). Osoby, które uwielbiają sztukę, prawdopodobnie będą również usatysfakcjonowane, ponieważ Helsinki posiadają bardzo wiele muzeów i galerii. Do atrakcji zalicza się też sam układ uliczek w centrum miasta – są dość wąskie i przytulne, idealne na dłuższe spacery. A intensywny dzień warto choć raz zakończyć relaksem w tradycyjnej „fińskiej łaźni”. Sauny są jeszcze powszechniejsze niż w Polsce, tak więc znalezienie przyjemnego Spa jest dziecinnie proste.

Kirkkunummi

Helsinki to duże miasto, które niestety nie oddaje typowego klimatu Skandynawii. Bezwzględnie brakuje widoku natury połączonej z bardzo urokliwymi, drewnianymi domkami. Takich wrażeń dostarczyć może podhelsińska miejscowość zwana Kirkkonummi, w której miałam przyjemność nocować. Zimowy, niezapomniany krajobraz: „biały” las, zaśnieżone drogi i te wolno stojące żółte, czerwone i niebieskie domeczki! Jak dla mnie, raj na ziemi! Jeśli ktoś marzy o świeżym powietrzu połączonym z chwilą ciszy i spokoju, tam to odnajdzie w jednej sekundzie. Tak więc, wybierając się do Helsinek (lub innego większego miasta), koniecznie trzeba zrobić sobie małą wycieczkę do Kirkkunummi (ok.30min od centrum stolicy).

Turku

Chcąc jeszcze lepiej poznać Finlandię, można się udać do drugiego większego miasta, zwanego Turku. Mieści się ono dwie godziny pociągiem od Helsinek. Dla osób podróżujących tanimi liniami samolotowymi, zwiedzenie Turku jest wręcz obowiązkiem! Dzięki temu można trafniej wyrobić sobie zdanie o Finach i ich kraju. Na zwiedzenie Turku wystarczy jeden dzień.

Turku jest najstarszym fińskim miastem. Liczy ponad 800lat. Podobno najbardziej czarujące jest w okresie Bożego Narodzenia, kiedy całe miasteczko zaczyna świętowanie. Do szczególnych, sezonowych atrakcji zalicza się Świąteczny Targ oraz liczne, kolorowo-neonowe dekoracje. Z kolei latem nie można przepuścić parku rozrywki „Moomin World” – pamiętamy przecież, że najsłynniejszymi fińskimi postaciami z bajek są właśnie Maminki. Turku posiada również piękną przystań i prowadzący do niej deptak (skromniejszy nieco od ulicy Nowy Świat w Warszawie…), a także zamek wybudowany między rokiem 1260 a 1650. Turku zdecydowanie lepiej jest odwiedzić albo w grudniu (podczas „świątecznej gorączki”) albo latem! W przeciwnym razie może wydać się dość zaniedbane, surowe i (znów) PRLowe.

Kiedy?

Finlandia jak i wszystkie kraje północnej Europy kojarzą się raczej ze śniegiem i zimą. Dlatego wskazane jest się tam wybrać w styczniu (jak ja). W rzeczywistości nie jest tam tak zimno, jakby się mogło wydawać. Co więcej – moim zdaniem zimy są tam cieplejsze niż w Polsce (zwłaszcza w tym roku). Mimo, iż miasto położone jest nad zatoką, nie odczuwa się silnych zawirowań powietrza.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, iż odwiedzając Helsinki zimą, pozbawicie się widoku części atrakcji – m.in. nie zobaczycie piękna parków, „życia towarzyskiego” w centrum miasta i w portach - podobno latem stolica tętni energią i radością. Może warto ją właśnie taką zapamiętać?

Zatem Finlandia?

Z całą pewnością tak! Szczególnie jeśli nie jest się wielkim amatorem plażowania w upalnym słońcu, lubi się ciepłe wiosenne deszcze lub boskie śnieżne zimy, preferuje się spacery wśród natury oraz ma chęć zasmakować bezpretensjolanej, pełnej dyskrecji i taktu kultury.

mapa_helsinki

Mapa Google

Komentarze (3)
Przetwory reniferowe
3 sobota, 23 maja 2009 22:15
Niezależnie od końcowych wniosków - czy renifera jedzą wszyscy czy tylko turyści muszę powiedzieć że reniferowe salami jest dobre!
Odp na: renifery
2 piątek, 24 kwietnia 2009 05:31
Drogi Zwolenniku Podsmażanego Renifera:)
Możesz oczywiście mieć swoje zdanie:) Aczkolwiek moje informacje pochodzą z pierwszej ręki - mieszkałam bowiem u tradycjonalistycznej, fińskiej rodziny, która taki pogląd głosiła, dodając iż renifery jedzą turyści:) Co by się mogło zgadzać...:-)?
renifery
1 piątek, 17 kwietnia 2009 17:00
A ja sie nie zgadzam! Finowie czesto jedza renifery (w postaci slonej zupy ew. pysznej i delikatnej pieczeni a takze racza nimi gosci i turystów :).Polecam odwiedziny najlepszej restauracji w Helsinkach tuz przy porcie (nazwy niesety nie pamitam.

Btw z desingerów których prace sa na kazdym kroku w FL nie mozna zapomniec o Alavar Aalto :)

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: