Ocena użytkowników: / 14
SłabyŚwietny 
Bieszczady
poniedziałek, 13 lipca 2009 09:26
Maciej Kosewski   

BieszczadyIMG_0173

 

Bieszczady

Jeśli ktoś lubi góry latem, a ma już dość czekania wśród tłumu turystów w kolejce pod Giewontem bądź na Orlej Perci, może pojechać w Bieszczady. Może jeszcze zdąży znaleźć szlak, gdzie tylko co jakiś czas będzie miał okazje spotkać innych turystów. Ale być może to już ostatni dzwonek. Trzeba się śpieszyć w Bieszczady…

 

Punkt 1. Gdzie się zatrzymać?

Osobiście preferuje Ustrzyki Górne – Według mnie są najlepsza bazą wypadowa w góry. W lecie miejscowość składa się w zasadzie tylko z turystów. W „centrum” są dwa sklepy, kiosk, kościół, trochę dalej urząd pocztowy oraz punkt Straży Granicznej i … bary (mój ulubiony to u Rzeźbiarza), gdzie można tanio zjeść (np. placek po Bieszczadzku, który jest kolejnym wcieleniem placka po węgiersku; najlepszy jadłem w Barze pod Tarnicą w Wołosatym), hotele, pola campingowe, pensjonaty, kwatery itp. itd. Przy kościele działa dom rekolekcyjny gdzie można tanio przenocować (własny śpiwór) a także coś zjeść (można samemu gotować).

BieszczadyIMG_0246Innym dobrym miejscem na punkt wypadowy jest Wetlina, która posiada podobne atrakcje jak Ustrzyki Górne. Jeśli ktoś natomiast chciałby się zaszyć głębiej to polecam wspomniane wyżej Wołosate oraz Muczne i Tarnawę Niżną. Do wszystkich tych miejscowości można dojechać samochodem; do Ustrzyk, Wetliny i Wołosatego dojeżdża także autobus oraz kursują prywatne busy (są, oczywiście, droższe od PKS-u, więc warto zawsze wcześniej sprawdzić czy nie opłaca się bardziej poczekać trochę w przysłowiowym rowie i poopalać, niż stracić złotówkę czy dwie). Zmotoryzowani powinni wiedzieć, że w zasadzie wszystkie parkingi są płatne.

Punkt 2. Gdzie pójść?

Poniżej proponuje trasy, które nawet nierozchodzony turysta jest w stanie pokonać w ciągu dnia, mając dodatkowo czas na poleżenie na słynnych bieszczadzkich połoninach. Za punkt wyjścia biorę Ustrzyki Górne.

Trasa 1 – po Bukowym Berdzie

Rozpoczynamy na przystanku PKS-u (sprawdzając, naturalnie, wcześniej, o której mamy autobus, by nie spędzić niepotrzebnie godziny, czytając wczorajsze gazety, gdyż nie zawsze od samego rana jest świeża prasa), gdzie wsiadamy w autobus w kierunku Ustrzyk Dolnych. Jedziemy dwa przystanki i wysiadamy w Widełkach.

Bieszczady294Stamtąd niebieskim szlakiem (w prawo patrząc z kierunku jazdy) wspinamy się mozolnie na początku ostrzejszym, a w miarę upływu czasu łagodniejącym podejściem wśród bukowych lasów. Po około 2 godzinach wchodzimy na grzbiet Bukowego Berda i od tego czasu idziemy połoniną. Wokół nas roztacza się widok na porośnięte lasem Bieszczady. Ta sielanka (w zasadzie cały czas szlak tylko delikatnie się wznosi) trwa około półtorej godziny, kiedy to dochodzimy do Krzemienia (1335 m n. p. m.) . Na wprost nas Tarnica z charakterystycznym krzyżem, ale pomiędzy nami a nią „zieje przepaść”. Na szczęście jest do przebycia. Schodzimy ostro w dół a później pod górę (gdyby brakowało wody to na początku podejścia jest strumyk, trzeba tylko trochę odbić w prawo) aż dojdziemy na przełęcz pod Tarnicą.

Tam (jeśli będzie miejsce) możemy posiedzieć na ławeczce i chwilę odsapnąć. Gdy siły wrócą, zostawiamy szlak niebieski i ruszamy czerwonym (na prawo). Na początku trzeba się trochę powspinać, ale, gdy osiągniemy punkt szczytowy pasma Szerokiego Wierchu, pozostaje nam już tylko długie, ale za to łagodne, zejście w dół do samych Ustrzyk Górnych. W niecałe 3 godziny powinniśmy sobie poradzić. Gdy wyjdziemy na asfalt na prawo może się nam uda dostrzec na łące hucuły – bieszczadzkie koniki. Wyprawa zakończona!

Bieszczady326Trasa 2 – na Tarnicę

Jeśli mamy samochód a jest nas kilka osób, to warto go dziś użyć, jeśli nie autobusem bądź busem pokonujemy drogę (swego czasu koszmar kierowców – dziura na dziurze i to do tego w kolejnej dziurze, ale rok temu przeżyłem szok – nowy gładziutki asfalt, mało nie wyszedłem z samochodu żeby go nie pocałować) do Wołosatego (można się także przejść – około 7 km). W Wołosatym kończy się (bądź zaczyna) Główny Szlak Beskidzki (czerwony), my jednak wybieramy niebieski, który o tej porze (do tej pory o tym nie pisałem, ale polecam być na szlaku około 800-900, wtedy unikniemy tłumów turystów, którzy szczególnie upodobali sobie Tarnicę, najwyższy polski punkt Bieszczad) powinien być luźny.

Zatrzymujemy się kolo ruin cerkwi i cmentarza, podziwiamy widok na Tarnicę i „bawimy się” przy studni żurawiem :), po czym ruszamy w górę. Podejście jest bardziej ostre niż łagodne, ale damy radę po wczorajszej zaprawie. Po niecałych dwóch godzinach znajdujemy się na przełęczy pod Tarnicą, którą zdobywamy drugi raz w ciągu dwóch dni. Po odpoczynku już tylko lekki, 10 minutowy spacerek na sam szczyt. Jesteśmy na wysokości 1346 m n. p. m. Niestety nie za bardzo jest gdzie legalnie usiąść (jedynie na kamieniach lub ziemi), ale Polak potrafi i pewnie za chwilę będziemy leżeć na trawie. Jeśli noc była za krótka nie ma jak godzinna drzemka. Po odpoczynku ruszamy dalej.

Bieszczady322Wracamy na przełęcz i schodzimy w dół (w prawo) szlakiem niebieskim i czerwonym, mijamy po lewej źródełko, a po prawej stronie letni punkt GOPR-u. Na rozwidleniu szlaków wybieramy czerwony (niebieskim schodziliśmy wczoraj) i wspinamy się łagodnie wzdłuż pasma Krzemienia. Gdy wejdziemy na górę idziemy wąska ścieżką wśród połonin kierując się na Halicz. O pięknych widokach oraz małej ilości ludzi nie muszę pisać. Po około dwóch godzinach wchodzimy na Halicz (1333 m n. p. m.). Tam mały odpoczynek i po chwili kierujemy się na Rozsypaniec (1280 m n. p. m.). Z tych dwóch szczytów mamy cudowne widoki na Ukrainę; z Tarnicy natomiast dobrze widać Rawki i Połoniny – Caryńską (bliższą) i Wetlińską (dalszą).

Gdy się już napatrzymy, czas schodzić na przełęcz Bukowską. Gdy dotrzemy do drogi i do znajdującej się obok wiaty, warto jeszcze skręcić na lewo (nie ma szlaku) i pstryknąć sobie ładne zdjęcie przy słupach granicznych. Gdy już to zrobimy wracamy na szlak i … prze około dwie godziny schodzimy do Wołosatego coś zjeść J. Jak jesteśmy samochodem i mamy wolne miejsce, warto po drodze zabrać pieszych turystów. Zawsze to dobry uczynek na koniec pięknego dnia!

Trasa 3 – Do źródełka… Sanu

Bieszczady317Trochę się nachodziliśmy, warto więc odpocząć, ale nie za bardzo. Wsiadamy w samochód (w zasadzie nie ma innej możliwości by zrealizować te wycieczkę, można chyba wynająć busa, ale to będzie kosztować) i jedziemy w stronę Ustrzyk Dolnych. W Stuposianach skręcamy w prawo na Tarnawę Niżną (droga nie najlepsza), przejeżdżamy przez Muczne (jak dobrze pamiętam można tam w środku głuszy spotkać wzdłuż drogi ustawiony rząd już dawno niedziałających latarni) i dojeżdżamy do Tarnawy. Tam można zrobić, jeśli potrzeba, ostatnie zakupy (pamiętajmy, że nie będziemy mieli dziś kłopotów z wodą) i… „na własną odpowiedzialność” (taka wisi tam tabliczka) ruszyć dalej samochodem drogą. Na szczęcie nie jest tak źle, gdyż dopiero pod sam koniec tej kilkukilometrowej drogi nawierzchnia staje się fatalna.

Dojeżdżamy na parking w Bukowcu (dawna wieś, pozostała tylko nazwa), gdzie jak dobrze pójdzie nie będzie jeszcze żadnego samochodu. Biorąc co trzeba, wychodzimy na szlak, a w zasadzie ścieżkę przyrodniczą (niebieskie znaki). Idziemy prosto (na prawo też można, ale tamtędy będziemy wracać). Wkrótce po prawej zobaczymy stary krzyż. Droga powoli zacznie przechodzić w polną dróżkę (za potokiem), a ta zamieni się w ścieżkę pośród łąk. Dojdziemy nią do Beniowej – ruiny cerkwi, cmentarz i nic więcej, ale miejsce jest niesamowicie urokliwe. Jak już się nasiedzimy, ruszamy dalej; wkrótce wchodzimy w las. Ścieżka może być trochę podmokła, ale dość szybko (pół godziny) wyjdziemy na szeroką drogę i po dziesięciu krokach zobaczymy po lewej stronie schronisko Bieszczadzkiego Parku Narodowego nad Negrylowym. Możemy wtedy odpocząć, ale jeśli chcemy cos zjeść i wypić, musimy liczyć na własne zapasy.

Bieszczady303Odprężeni wracamy na szlak (w lewo); przechodzimy mostek i następną godzinę będziemy szli droga raz podchodząc a raz schodząc. Odcinek nie jest za ciekawy, ale innej drogi nie ma. W końcu szlak odbije w lewo. Wchodzimy w las (może być mokro) i idziemy wąską ścieżką; generalnie nie powinna sprawić nam ona trudności, czasami mogą być trudniejsze momenty. Po drodze będziemy przechodzić kolo ruin folwarku Stroińskich oraz grobu hrabiny. Bardziej spostrzegawczy i znający się co nieco na drzewkach, rozpoznawać będą drzewa owocowe – pozostałości dawnych gospodarstw.

Po godzinie dotrzemy do Sianek, a w zasadzie do punktu widokowego na nie (ładny widok na Ukrainę), gdyż to, co stało po tej stronie Sanu już dawno nie istnieje. Trzy lata temu w tym miejscu zakończylibyśmy naszą wyprawę, jednak od niedawna szlak został przedłużony tak, że po około półgodzinie dojdziemy do samej granicy, by zanurzyć nasze ręce (i buzie i… wystarczy) w źródle Sanu. Warto dodać, że owo źródło nie jest jakimś tryskającym na dwa metry w górę gejzerem, ale małym źródełkiem w ziemi, bo zdarzyło mi się już będąc w tym miejscu zatrzymywać turystów, którzy chcieli iść dalej na poszukiwanie źródeł Sanu (kto wie, co by znaleźli). Przy źródle można usiąść i coś zjeść (jak się ma co; natomiast wody w tym miejscu nie zabraknie).

Pora wracać. Niestety mamy do wyboru tylko znana już nam drogę, z tą różnicą, że gdy miniemy schronisko, nie musimy skręcać w prawo w las, a możemy iść dalej drogą, która wyprowadzi nas na parking, na którym powinien stać J nasz samochód. Dzień odpoczynku za nami.

Trasa 4 – Ruszamy na Połoniny!

Bieszczady310Rozpoczynamy na przystanku PKS-u, tym razem jednak chcemy jechać w kierunku Cisnej. Autobus będzie się wspinał serpentynami do Wetliny, miniemy Smerek i, kiedy już będzie się miała zaczynać Kalnica, wysiadamy przy czerwonym szlaku (wariant, który podaje jest najdłuższy, równie dobrze możemy wysiąść w Wetlinie na przystanku Stare Sioło i podchodzić żółtym, ale wtedy nie wejdziemy na Smerek).

Podejście zaczyna się dość łagodnie, ale po chwili trzeba będzie wytężać siły i kontrolować oddech gdyż podejście będzie ostrzejsze a do tego długie. Idziemy lasem; po jakimś czasie szlak złagodnieje, by za chwilę raz jeszcze dać się nam trochę we znaki. Ale, gdy wyjdziemy z drzew, zobaczymy szczyt Smerka (1195 m n. p. m.). Tam możemy odpocząć i popatrzeć. Najlepiej widać Rawki i prawie całą Połoninę Wetlińską. Jak odpoczniemy, schodzimy w dół na przełęcz Orłowicza Wyżną (dochodzi tam wspomniany wyżej żółty szlak), po czym idziemy dalej, półtorej godziny, czerwonym, raz w górę, raz w dół, podziwiając widoki i wsłuchując się w szum połonin (jak mamy szczęście, zobaczymy lub choć usłyszymy kruki). Zdobywamy Roha (1251 m n. p. m.), skąd widzimy domek – tak to Chatka Puchatka, sympatyczne schronisko na połoninie Wetlińskiej. Niestety, jak zapewne będziemy mogli za niecałą godzinę doświadczyć, oblężone przez turystów. Jest w nim sklepik. Jak już poleżymy, czas schodzić. Będzie ostro w dół, ale po godzinie będziemy w Brzegach Górnych.

Bieszczady311Tu mamy wybór, albo czekamy na środek transportu, albo idziemy na Połoninę Caryńską (1230 m n. p. m.). Ale co tam! Idziemy, bo pewnie jest dopiero około 1500. Mijamy ruiny cerkiewki i cmentarza, i zagłębiamy się w las. Szlak kluczy i plącze się początkowo ze strumieniem, jednak po chwili zaczyna się monotonne podejście w górę. Jak już się nam wydaje, że zaraz osiągniemy szczyt, to znaczy, że jeszcze trochę drogi przed nami; po niecałych dwóch godzinach jesteśmy na grzbiecie (jeśli brakuje wody, to w okolicy jest źródełko; trzeba przed ostatnim podejściem odbić trochę na prawo – łatwo znaleźć). Jest cicho, spokojnie, trawy szumią, mało ludzi; słońce nie grzeje już tak bardzo i jest gdzie sobie poleżeć. Ta połonina jest znacznie krótsza od Wetlińskiej, pokonujemy ją, idąc w zasadzie cały czas „po równym”. Jest tam po prostu cudownie, ale, jak już się zmęczymy tą cudownością, trzeba nam będzie zacząć schodzić. Znów, podobnie jak kilka godzin wcześniej czeka nas strome zejście lasem do samych Ustrzyk Górnych. Dochodzimy zmęczeni, ale szczęśliwi!

Aneks. Innym sympatycznym sposobem dostanie się na Połoninę Caryńską, który osobiście polecam, jest dojazd do znanych nam Widełek. Będąc tam, skręcamy z drogi w lewo na niebieski szlak. Po godzinie łagodnego podchodzenie zmieniamy go na zielony. Wchodzimy nim na Przysłup Caryński (niedaleko schronisko Koliba) i idziemy dalej. Szlak początkowo biegnie wzdłuż strumienia (jak będziemy mieli szczęście, to poczujemy tam zapach rosnącej wokół mięty), by później zacząć się wspinać lasem. Po jakimś czasie dojdziemy na polanę gdzie znów przy odrobinie szczęścia najemy się jagód. A potem już prosto, ale czasem ostro w górę i za chwilę będziemy na Połoninie Caryńskiej.

Bieszczady314Trasa 5 – Czas na Rawki

Dziś rozpoczynamy na nogach. Idziemy w stronę Wetliny asfaltem, ale i szlakiem (niebieskim). Po jakimś czasie, gdy droga skręca w lewo, my wchodzimy w las. Początkowo szlak wiedzie nas lasem, jest równo i mokro, ale na szczęście są drewniane pomosty, po których możemy przejść. Sielanka niestety wkrótce się skończy i zacznie się długie, ostre podejście w górę - około półtorej godziny. W końcu jednak wchodzimy, zmęczeni, ale szczęśliwi, na Wielką Rawkę (1307 m n. p. m.). Tam możemy poleżeć, odpocząć, zjeść i zastanowić się, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Koncepcje możemy mieć zasadniczo trzy.

Pomysł 1, czyli „nie ma jak sobie połazić”

Idziemy dalej szlakiem niebieskim (na lewo) i schodzimy na Krzemieniec (1221 m n. p. m.). Szczyt bardzo ciekawy, gdyż spotykają się na nim trzy granice: Polska, Słowacka i Ukraińska. Jest to także najdalej wysunięta na Wschód część Słowacji. Na szczycie ustawiony jest pamiątkowy obelisk. Po zrobieniu pamiątkowych fotek, idziemy dalej niebieskim szlakiem, który kluczy pomiędzy Polską a Słowacją. Droga, biegnąca lasem raz wznosi się, raz opada i trwa to tak… mniej więcej około czterech godzin. Widoków brak, ale co sobie pochodzimy to nasze J. Gdy dojdziemy do Rabiej Skały (1199 m n. p. m.), skręcamy na prawo, gdzie prowadzić nas będzie żółty szlak (oczywiście, można iść dalej niebieskim, ile tylko dusza zapragnie, ale po co?). Schodzimy nim około dwóch godzin do Wetliny (w pewnym momencie pojawi się szlak zielony, nim również dojdziemy do Wetliny, może nawet jest to lepsza opcja, bo wyjdziemy przy sklepie)

Bieszczady316Pomysł 2, czyli „zróbmy sobie przyjemny spacerek”

Zostawiamy szlak niebieski i idziemy w dół szlakiem żółtym, po kilkunastu minutach dochodzimy do Malej Rawki (1272 m n. p. m.). Tu żółty szlak się kończy a pojawia zielony. Idziemy w lewo tzw. Działem. Czeka nas dłuższa, bardzo przyjemna droga z ładnymi widokami i wieloma miejscami aż zapraszającymi do tego, by poleżeć. Nie polecam w tym momencie zbyt długo walczyć z pokusą, gdyż droga do Wetliny zajmie nam ponad dwie godziny, a nie ma co za szybko dochodzić. Pod koniec szlaku czeka nas ostrzejsze zejście, ale jest się za co złapać (są schodki i poręcze).

Pomysł 3, czyli „ja już chcę do domu”

Podobnie zostawiamy szlak niebieski i idziemy żółtym, tym razem jednak skręcamy w prawo, gdy tylko zacznie się zielony. Po niecałej godzinie schodzenia (momentami ostrzej) znajdziemy się w Bacówce PTTK pod Małą Rawką (ostatnio mieli dobre pierogi z jagodami). Jak już odpoczniemy, to czeka nas jeszcze kwadransik spacerku do autobusu na Przełęczy Wyżniańskiej. Jeśli jednak w tym momencie nabralibyśmy znów ochoty na chodzenie, to możemy przekroczyć szosę i, idąc dalej zielonym szlakiem, po niecałej półtorej godzinie wejść na Połoninę Caryńską, i w znany już nam sposób wrócić do Ustrzyk. Ale my już siedzimy grzecznie w rowie czekając na autobus…

Na te wakacje wystarczy chodzenia… A co zrobić, kiedy pada? To może opiszę następnym razem, bo w Bieszczadach nawet przy gorszej pogodzie, jest co zobaczyć.

Maciek Kosewski

korekta: Anna Awdziej
Komentarze (1)
przeniesiona w świat wędrówek
1 czwartek, 13 sierpnia 2009 10:09
Świetnie się czyta. Napisane niby prosto i zwyczajnie a tak smacznie :) Można przenieść się na chwilę na szlaki :)A ja właśnie szukam pomysłu co tu robić bo pada w Berezce. A miał być wypad do Ustrzyk i trasa :(
Pozdrawiam :)
Ewa

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: