Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Gdańsk
sobota, 31 października 2009 21:26
Katarzyna Zduńczyk   

gdansk1

 

Nasz polski Gdańsk

Lipiec, dużo wolnego czasu, nienaganna pogoda, mało zmartwień i chęć zrobienia czegoś szalonego, spełniania małego pragnienia. Zamoczenia stóp w zimnym morzu i ten widok, gdzie ziemia spotyka się z niebem, gdzie chmury są cudem samym w sobie, gdzie zapomina się o codzienności, smutkach, gdzie ważne jest ‘tu i teraz’, czyli Gdańsk z Sopotem w 24h:)

Jadąc do celu zmieniłam zdanie o naszych polskich drogach. Trasę z Warszawy do Gdańska, biorąc pod uwage korki, można pokonać nawet w 4 godziny! Szybko, bezpiecznie i co najważniejsze niespiesząc się! I do tego piękne polskie, sielankowe widoki! Wyczieczkę proponuję rozpoczynać w godzinach porannych, gdy wszyscy są wyspani i wypoczęci. Niezawodnym elementem tej wyprawy był także GPS! Oczywiście podczas jazdy nie można było się zgubić, ale za to trafić do Sopotu było trochę ciężej. Pewnie niektórzy się ze mną nie zgodzą, ale to „mądre” urządzenie znalazło nam parking w Sopocie raz, że bezpłatny, a dwa, że 100m od plaży!!

gdansk2Pierwszym przystankiem było oczywiście MORZE w Sopocie! Upragnione, wymarzone i niezapomniane z dziecięcych lat. Delikatny, cienko ziarnisty, ciepły piasek dla zmęczonych stóp - taki raj jest nie tylko na wyspach Bahama czy na Rodos. To nasze polskie MORZE!  Pogoda na początku dawała się we znaki, ale… nawet te niekonwencjonalnie latające chmurki się rozmyły i ukazały nam, jak słońce świeci nad Bałtykiem;) Ciekawostką był widok spokojnego morza - zero fal i nawet dość czysta woda;)

Co można robić nad morzem, gdy nie jest zbyt ciepło? Oczywiście leżeć, leżeć, leżeć i napawać się widokami! Te 3 czy 4 godziny, które byliśmy nad samą wodą przeleciały jak jedna z ulubionych piosenek… Nie marnowaliśmy czasu na przeciskanie się przez tłum na molo. Jesteśmy raczej zwolennikami chodzenia po ciepłym piasku... Tylko uwaga na muszle! Potrafią nieźle wbić się w nogę. Dość kreatywnym, niecodziennym zacięciem jest także bawienie się z meduzami. Te małe, przezroczyste stworzonka nie są wcale takie straszne. Są wielkości dłoni (chyba że trafią się jakieś wyrośnięte) i maja konsystencję galaretki;)

gdansk3Gdy już nasyciliśmy się widokami i wystarczająco dużo piasku nawiało nam we włosy, skierowaliśmy się w stronę gdańskiej starówki. Dosyć, że nie mieliśmy problemu z zaparkowaniem, bo miejsce było tuż przy starówce, to zaskoczyło nas zachowanie gdańskich kierowców: pieszy na pasach był taktowany jak „jajko”. Gdy chciało się przejść każdy samochód się zatrzymywał. Zero chamstwa i gonitwy z czasem. To mi się podoba!

Następnie przyszedł czas na coś do schrupania;) Jak to na starówkach bywa, wszędzie jest mnóstwo ulicznych „ogródków” i restauracji. My jako niekonwencjonalni poszukiwacze przygód poszliśmy do bistro ’Yesterday’, które wieczorami zamienia się w klub! Jego wystrój był troszkę zaskakujący. Na zewnątrz okiennice pomalowane na fioletowo. Stoły i krzesła proste, grube drewniane, ale nowoczesne. Wnętrze przypominało małą, hiszpańską knajpę na przedmieściach. Mi się podobało. Tak więc pozory mogą mylić! Będąc nad morzem chciałam zjeść dobrze przyrządzony kawałek ryby. I udało się! Podsmażany dorsz w przyprawach z sałatką szefa kuchni z ciecierzycą – po prostu „niebo w gębie”! Na to czekałam!

gdansk4Na koniec nadszedł czas na zwiedzanie. Pierwsze co nam się rzuciło w oczy, zaraz po wyjściu z bistro, to oczywiście była Bazylika Mariacka. Niestety wówczas trwały jakieś szanty i było zbyt dużo ludzi, żeby cokolwiek zwiedzać. Jednak mimo tłumów, nie zrezygnowaliśmy z obchodu Starówki!

Aż głupio się przyznać, ale o słynnym gdańskim żurawiu przeczytałam dopiero teraz - pisząc ten artykuł… I o to, co się dowiedziałam z Wikipedii: „Dźwig portowy Gdańska usadowiony pomiędzy pylonami Bramy Szerokiej. Jest jedną z filii Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Służył przede wszystkim jako urządzenie portowe do załadunku towarów i balastu na statki oraz do stawiania ich masztów. Urządzenie było w stanie podnieść ciężar czterech ton na wysokość jedenastu metrów. Mechanizmem są dwa bębny o średnicy około sześciu metrów. Jako siłę napędową wykorzystywano ludzi stąpających wewnątrz tych bębnów”.

gdansk5Po zwiedzaniu, znów czas na relax! Wreszcie upragnione łódki, łodzie, jachty, motorówki i wszystkie inne „pływające zabawki”! Mięliśmy szczęście, bo tydzień wcześniej odbył się w Gdańsku (chyba nawet) międzynarodowy ‘zjazd’, a raczej ‘przypływ’ żaglowców. I z tego, co nam powiedziano, część z nich jeszcze nie odpłynęła i mogliśmy sobie na nie popatrzeć.  Zadziwiała mnie ich różnorodność. Od starych, przypominających pirackie statki, które krążą po wybrzeżu gdańskim jako atrakcja turystyczna, po piękne, wręcz „niedotykalskie” łódki. Te najpiękniejsze (duże, drewniane dwumasztowce) były oczywiście z Niemiec.

To, co najfajniejsze, to na sam koniec! Kierując się już do samochodu, spotkaliśmy, uwaga - stację benzynową (Lotos) dla motorówek. Bomba! Może jestem nie na czasie, ale ja po raz pierwszy coś takiego widziałam. I do tego taka „wypasiona” łódź tam była. Ba. Łódź - mało pozwiedzane - JACHT!

Tak więc zachęcam do wakacjowania w naszych skromnych, polskich progach. Każdy coś dla siebie znajdzie!

gdansk8gdansk6

mapa_gdansk

Mapa Google

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: