Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Suwalszczyzna - Rowerowa majówka
Grzegorz Filipowicz   

Suwalszczyzna - Rowerowa majówka

Wyobraźmy sobie majowy weekend spędzony pośród łagodnych pagórków, szaro-niebieskich jezior i głęboko zielonych, gęstych lasów północno-wschodnich Mazur (a dokładnie Pojezierze Suwalskie) tuż przy granicy polsko-litewskiej… A teraz dodajmy do tej pięknej wizji trzech facetów na rowerach, 12 stopni Celsjusza, wiatr (chwilami porywisty) oraz deszcz (momentami ulewny oczywiście)… Taki oto weekend, piękny w swoich kontrastach, przeżyłem w maju (od 22 do 25) 2008r.

Nie ukrywam, że zgodziłem się na powyższy wyjazd po długich namowach dwóch współtowarzyszy. Nigdy wcześniej nie byłem na kilkudniowej wycieczce spędzonej tylko na rowerach. Z perspektywy czasu, nie żałuję mojej decyzji i miło wspominam ten bardzo intensywny czas.

Weekend spędziliśmy w gospodarstwie agroturystycznym (bardzo miła, przyjazna obsługa oraz jedzenie własnej roboty) tuż nad jeziorem Wiżajny, malowniczym zbiornikiem wodnym położonym przy samej granicy polsko-litewskiej. Pierwsze trzy dni wcale nas nie rozpieszczały… Przelotne, ale długie deszcze, wiatr, chłód… i my na rowerach… Wspaniała okazja na sprawdzenie, czy kurtka nieprzemakalna rzeczywiście jest odporna na wodę (np. moja kurta nie była nieprzemakalna). Dopiero ostatniego dnia, jak to często bywa, wyjrzało słońce i zrobiło się cieplej.

Pomimo marnej pogody postanowiliśmy nie tracić zbyt dużo czasu i choć kilkanaście kilometrów przejechać na rowerach. Łatwo nie było, szczególnie dla mnie – nie wprawionego w „bojach” rowerzysty. Ale za to satysfakcja była ogromna! W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje wjazd na Rowelską Górę – (299 m n.p.m.), na której szczycie dumnie stoją wysokie wiatraki farmy wiatrowej. Wichura i deszcz sprawiały, że dwukilometrowy podjazd wydał się trwać wieki. Za to zjazd z samego szczytu był szybki, jak na kolejce górskiej w wesołym miasteczku. Nigdy wcześniej nie jechałem na rowerze (bez pedałowania) ponad 50 kilometrów na godzinę (co ciekawe, ograniczenie prędkości było właśnie do 50 km/h) ! Koła były tak mokre, że hamulce nie reagowały tak jak powinny, deszcz wdzierał się w rękawy kurtki, która, mimo że nieprzemakalna, szybko nabrała wilgoci „od środka”, a wielkie krople wpadały prosto w oczy, tak, że widoczność była ograniczona (szczęśliwie żaden duży samochód nas nie mijał). To prawda, może to nie było odpowiedzialne, ale z drugiej strony, wrażenia były niesamowite. Prędkość, zakręty, przestrzeń… Coś cudownego… i już.

Kolejnego dnia wybraliśmy się, tym razem samochodem, w okolice wsi Stańczyki, by zobaczyć wspaniałe dwa wiadukty kolejowe (popularnie nazywane Stańczykami). Te wybudowane na początku XX wieku mosty należą do jednych z najwyższych w Polsce (ok. 36m wysokości i 200m długości). Trzeba przyznać, że pięknie wpisane naturalne ukształtowanie terenu, gęsto otoczone drzewami, wraz z niewielkim strumieniem u stóp, Stańczyki wyglądają bardzo malowniczo, idealnie pozując do zdjęć.

Warto wspomnieć też o położonej nieopodal wsi Gulpieszniki, Cisowej Górze (256 m n.p.m.), do której dotarliśmy (dla odmiany) bez towarzystwa deszczu. Co ważne, bezpośrednie podejście na szczyt jest możliwe tylko na piechotę. Stroma ścieżka wraz z kilkoma stopniami skutecznie uniemożliwia wjazd rowerem. Z samego szczytu góry roztacza się piękny widok na okoliczne pagórki, pola i pastwiska. Wracając z Cisowej Góry minęliśmy również jezioro Hańcza – najgłębsze polskie jezioro (108,5 m) o urozmaiconej, miejscami stromej linii brzegowej. Ufam, że przy lepszej pogodzie, nie tylko przejechalibyśmy obok tego pięknego jeziora, ale na dłużej byśmy się przy nim zatrzymali.

Trzeba przyznać, że okolice północnej Suwalszczyzny stoją pod znakiem niezwykle malowniczych krajobrazów nadających się do wykorzystania w filmach. Nie jest to ocena postawiona na wyrost, gdyż właśnie te okolice zostały uwiecznione w obrazie Andrzeja Wajdy „Pan Tadeusz”. Ostatniego dnia, gdy pogoda nad nami się ulitowała, wybraliśmy się do wsi Smolniki, gdzie znajduje się wspaniała panorama terenów, na których nagrano scenę przemarszu wojsk Napoleona. Warto wybrać się na Suwalszczyznę chociażby dla tego widoku.

Podsumowując, okolice jeziora Wiżajny znakomicie nadają się na uprawienie turystyki rowerowej. Urozmaicone, kręte drogi są w większości asfaltowe (widzialny znak pomocy z funduszy Unii Europejskiej), choć dla miłośników kamieni, szutru i wypraw w szczere pola, też jest wiele do zaoferowania. Niewielkie jeziora, liczne pagórki, łąki i lasy to podstawowe cechy północnej Suwalszczyzny.

Koniec końców, wyprawa rowerowa się powiodła. Odkryłem piękne, dotychczas dla mnie zupełnie obce obszary Polski, do których z pewnością będę chciał kiedyś wrócić i zwiedzić. Nawet na rowerze.

Zobacz więcej na:

Fotografia - Suwalszczyzna

**

Na fotografiach: dwóch Starych Komandosów - Tatko (lewe zdjęcie) i Tatko z Bodziem (prawe zdjęcie)

Fotograf: Ja:)

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: